Ja już nic nie rozumiem… “Święta to jest jakaś porażka?” Zawsze mnie denerwowali ludzie, którzy bojkotują wszystkie kościelne święta i zieją na Walentyki nienawiścią, psując innym zabawę. Przecież to wszystko to rodzaj nieszkodliwej rozrywki, która ma poprawić humor choć na chwilę, żebyśmy trochę poudawali, że cała rodzina się kocha, żeby mieć pretekst do sprawiania sobie przyjemności prezentami.
…Chociaż kiedyś to było święto pogańskie, miało wymiar mistyczny, z racji tego, że dzień się wydłużał. Poganie czy nie- nadal stroimy drzewka ;]
Ale w tym roku…
Mama pyta mnie czy chce suszarkę do włosów z jonizacją, zimnym nawiewem i dyfuzorem, czy bez dyfuzora mi starczy… Prowadzi do sklepu i pokazuje po kolei coraz cięższe, większe, bardziej wypasione i droższe suszarki przypominające bronie kosmitów z tanich s-f movies. Jak tak dalej pojdzie to w przyszłym roku dostanę zestaw laserowych mieczy z gwiezdnych wojen ;x [Tak naprawdę kręci mnie jedynie wizja nowych łyżew, bo stare mam 2 numery za małe... ale miecz Lorda Vadera też byłby spoko;>]
Nie dość tego wizja spotkania (albo i nie) mojej wiecznie skłóconej rodziny nie napawa mnie optymizmem. I jeśli jakaś ciotka spyta mnie, ile mi urósł biust przez “te lata” to ją zabiję. Nawrzucam jej tłuczonych bombek do śledzi. Albo coś.